Nadchodzi noc, czas przywoływania,
łagodzenia, wyganiania, zapominania żyjących
Emocji.
Podczas tego teatru, pełnego zmanierowanych Aktorów
prym wiedzie Sufler.
Który zmysłowo kształtuje panikę zmysłów i wprawia
w stan snu.
To Widz nie może istnieć bez snu
To sen zapewnia istnienie widza.
Rozdział 8

Zwariuj

Na tyłach starego, szarego bloku, gdzie zwykle panowała cisza i spokój, tego dnia rozbrzmiewały dziecięce śmiechy. Grupa dzieci w różnym wieku, od najmłodszych kilkulatków po starsze, dziesięcioletnie pociechy, siedziała na schodkach i bawiła się mydlanymi bańkami. W powietrzu unosiły się kolorowe, lśniące kule, które tańczyły w rytmie delikatnego wiatru. Dzieciaki ścigały je, próbując złapać delikatne kuleczki, które rozbijały się w ich dłoniach, pozostawiając tylko mokre ślady.

Wśród nich, zafascynowany całym widowiskiem, kręcił się kot. Jego sierść mieniła się w słońcu, a oczy z ciekawością śledziły każdą bańkę. Gdy jedna z nich zbliżała się do niego, próbował ją złapać, ale za każdym razem bańka rozbijała się o jego nos lub łapki, pozostawiając mokre ślady. Jego reakcje, zwłaszcza te, gdy bańka rozbijała się o jego nos, wywoływały salwy śmiechu wśród dzieci. Kot wyglądał wtedy tak, jakby nie mógł zrozumieć, co się właściwie stało, a jego pomarszczone czoło i zdziwione oczy dodawały całości komizmu.

Jedno z dzieci, mała dziewczynka o rudych włosach, postanowiła podzielić się swoją zabawką z kotem. Nalała trochę płynu do małej miseczki i zanurzyła w nim patyczek z pętelką. Gdy powstała bańka, delikatnie ją pchnęła w stronę kota. Ten, zafascynowany, obserwował ją, aż w końcu, z lekkim zaskoczeniem, zobaczył, jak bańka rozbija się o jego nos.

Dzieci śmiały się z bezradnych popisów kota. Kroki Bobiego były pewne, ale coś w nim wydawało się być nie na miejscu. Gdy mijał dzieci, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Było to trudne do zinterpretowania - czy uśmiechał się do dzieci, kota, czy może do samego siebie? Chociaż jego usta się uśmiechały, w jego oczach wciąż widoczny był cień smutku. Nie zatrzymując się, kontynuował swoją drogę.

Dwie przecznice dalej minął go z hałasem miejski autobus, zauważył, że ludzie siedzący w tym pojeździe bacznie mu się przyglądają, to znowu nie było takie dziwne, często spotykał się z zawieszonym na nim wzrokiem obcych mu ludzi. Ale w takiej masie? W samochodowej szybie, auta zaparkowanego przy ulicy, przeglądał się szukając jakiegoś mega pryszcza, lub czegokolwiek innego, co mogłoby przykuwać uwagę tych ludzi.

I wystraszył się…
Kup książkę
© 2026 GRZEGORZ BĄK • WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE