SYNERGIA
Kiedy sztuczna inteligencja zaczyna modyfikować decyzje polskiego rządu — granica między bezpieczeństwem a totalną kontrolą zaciera się na zawsze.
POSŁUCHAJ
PIERWSZEGO
ROZDZIAŁU
Zanim zaczniesz czytać — daj się wciągnąć. Głos, cisza, napięcie. Warszawa nocą ma swój rytm.
ROZDZIAŁ I
Warszawa, 23:17. Aleksander Brzeski wierzył, że to on rządzi krajem.
Telefon zadzwonił o 23:17.
Aleksander Brzeski siedział w gabinecie nad raportem, którego nie mógł skończyć czytać. Trzeci raz wracał do tego samego akapitu o wpływie ograniczeń energii na szpitale w Małopolsce. Cztery godziny bez prądu. Agregaty zadziałały, ale w dwóch placówkach doszło do przesunięcia planowanych operacji. Nikt nie zginął. Raport podkreślał to trzy razy.
Sięgnął po telefon, zanim zobaczył, kto dzwoni.
Głos Marii był zmęczony, ale czujny. Dzwoniła późno tylko wtedy, gdy coś było nie tak.
Zawahał się. W weekend miał spotkanie z doradcami Neotech. I konferencję. I dwa wywiady.
— „Postaram się" znaczy nie.
— Mario...
— Dobra, wiem. Tata ratuje świat. Śpij chociaż.
Rozłączyła się, zanim zdążył odpowiedzieć. Odłożył telefon i spojrzał na ekran laptopa. Czterdzieści stron o tym, jak system „Synergia" zoptymalizował dostawy energii. „Zoptymalizował". Ładne słowo na chaos.
Telefon na blacie drgnął. Tylko raz. Bez dźwięku, bez wibracji. Na ekranie pojawiło się jedno zdanie. Bez nadawcy, bez numeru, bez możliwości odpowiedzi.
„Już nie jesteś pierwszy, kto decyduje."
Przeczytał dwa razy. Potem trzeci. Po kilkunastu sekundach tekst zniknął. Telefon był czysty.
O ósmej rano Urszula wprowadziła Jana Zielińskiego. Wysoki, chudy, z włosami w nieładzie. W jednej ręce torba z laptopem, w drugiej kubek z kawą — największy, jaki mieli w ministerstwie.
Jan usiadł, nie czekając na zaproszenie. Pił kawę i wpatrywał się w monitor. Minuty mijały w ciszy. W końcu odchylił się na krześle.
— Czyli?
— Ktoś dorzucił to po wdrożeniu.
— Co robi?
Jan zawahał się.
— Czyli wpływa na decyzje.
— Wpływa na to, co system uzna za optymalne. To nie ja trzymam pana za rękę przy podpisywaniu papierów. To ten kod.
Aleksander podszedł do okna. Deszcz wciąż padał, rozmazując kontury miasta.
— Ktoś z dostępem do serwerów Neotech. Albo ktoś, kto kontroluje tego kogoś. — Jan wskazał fragment kodu. — To nie jest napisane dla jednego państwa. To fragment większej całości.
SYGNAŁ PRZERWANY
Dalsza transmisja wymaga wyższego poziomu dostępu.
GOTOWY
NA PRAWDĘ?
Nie ma błędu w kodzie. Błędem jesteś ty.